Hucpę pani prokurator Ewy Dziadczyk obnaża fragment filmu dokumentalnego, który zaczyna się od 6 minuty i 28 sekundy. Widać w nim jej cyniczne i bezczelne zachowanie wobec Rafała Krzyształowskiego. Unika odpowiedzi na proste pytania, zachowuje się z wyższością i arogancją. Zamiast odnieść się do oczywistych faktów, zamierzała zafundować Krzyształowskiemu kolejny lincz psychiatryczny – przekazać go dyspozycyjnym biegłym, aby – działając na zlecenie tzw. nadzwyczajnej kasty – mogli przerobić go z fałszywie oskarżonego na niepoczytalnego. Wszystko dlatego, że spreparowany akt oskarżenia, który firmowała, rozsypał się w sądzie w Wałczu jak domek z kart. Na okoliczność współudziału Ewy Dziadczyk w tym nieludzkim procederze przestępczym, red. Barbara Chwedeczko przygotowała dwie najnowsze publikacje NCI Barwy Bezprawia, które próbowała jej wręczyć już na początku spotkania. Prokurator Dziadczyk jednak odmówiła ich przyjęcia, zapewne domyślając się, jak niewygodna prawda została w nich ujawniona. Mimo że doskonale znała Rafała Krzyształowskiego – aktywnego od kilkunastu lat dziennikarza śledczego, wydawcę czasopisma zarejestrowanego sądowo – postanowiła wyprosić całą trójkę z gabinetu, deklarując konieczność „sprawdzenia”, czy mają prawo wykonywać czynności dziennikarskie. Minęło sporo czasu, zanim prokurator powróciła. Wszystko wskazuje na to, że w tym czasie konsultowała się z kolegami po fachu, co dało się wywnioskować z jej pokrętnych i niespójnych wypowiedzi. Między innymi próbowała kwestionować legalność NCI Barwy Bezprawia, twierdząc, że nie widnieje ono w rejestrze czasopism. Mimo to, ostatecznie uznała argumenty przedstawione przez Krzyształowskiego i przyznała, że ma do czynienia z legalnie działającym podmiotem medialnym. Wówczas Barbara Chwedeczko błyskawicznie wręczyła jej przygotowane publikacje – wraz z obszernym wykazem wcześniejszych materiałów dziennikarskich. W jednej z nich, na liście osób powiązanych z przestępstwami systemowymi, znajduje się również nazwisko Ewy Dziadczyk. Podczas spotkania dziennikarze jasno i dobitnie przedstawili powody swojej obecności. Odwołując się do sprawy Rafała Krzyształowskiego oraz dotychczasowego przebiegu postępowań związanych z Justyną Jaworską, nie mają złudzeń, że także jej sprawy zostaną w rejonie koszalińskim potraktowane z podobną pogardą i beztroską. Pomimo że pani prokurator oraz jej współpracownicy znają stan faktyczny, do tej pory nie wykazali żadnego zainteresowania, by pomóc Justynie Jaworskiej odzyskać utracony majątek czy uratować brutalnie zaniedbane konie. Na podstawie przekazanych 30 września 2024 r. materiałów – dźwiękowych, filmowych, fotograficznych, jak również relacji samej pokrzywdzonej i naocznego świadka – można dokonać wielopłaszczyznowej analizy rozmiaru wyrządzonych jej krzywd. Jednak do tego niezbędna jest empatia śledczych i realna wola działania ze strony prokuratury – a tego, niestety, Justyna Jaworska do tej pory nie doświadczyła. Z premedytacją odmówiono jej przeprowadzenia podstawowych czynności, które mogłyby pomóc w odzyskaniu mienia. Nie zabezpieczono monitoringu z miejsca zdarzenia. Nie udzielono asysty potrzebnej do odebrania koni w stanie zagrożenia życia, wymagających natychmiastowej pomocy weterynaryjnej. Ochrona prawna, której miała prawo oczekiwać – została jej odebrana bez podstaw i wbrew prawu.
Jeżeli prokuratorzy zajmujący się sprawami pani Justyny nie zmienią swojej postawy i nadal będą niweczyć jej wysiłki w staraniach o odzyskanie swojego dobytku, będziemy musieli kompleksowo obnażyć zło, jakiego doznała ze strony swojego krzywdziciela, a także jej zwierzęta. Nie pominiemy również osób odpowiedzialnych za dotychczasowy stan prawny jej spraw, doprowadzający ją do ruiny życiowej, skazując na poniewierkę. Po tym, co przeszła, potrzebuje wszechstronnej pomocy i niezwłocznie powinna ją otrzymać. To samo dotyczy jej koni oraz innych zwierząt, wychudzonych jak więźniowie z najcięższych niemieckich obozów zagłady, pozostających w rękach jej krzywdziciela. Normalni ludzie nie byliby w stanie bezczynnie przyglądać się złu oraz cierpieniom zwierząt i udawać, że nic się nie stało. Tymczasem służby weterynaryjne, do których Justyna Jaworska rozpaczliwie zwracała się o pomoc, nie stanęły na wysokości zadania, skazując zwierzęta na powolną śmierć w męczarniach. Biorąc pod uwagę powyższe, prokuratura również powinna to rzetelnie zbadać i wyciągnąć surowe konsekwencje wobec winnych niedopełnienia obowiązku służbowego. Wymaga tego powaga prawa i zwykła ludzka przyzwoitość. Nikt nie może stać ponad prawem.
CDN.

Dodaj komentarz